Wbrew pozorom
„selfie” nie jest współczesnym wynalazkiem, jak mogłoby się
wydawać. Już kilkaset lat temu artyści uwieczniali się na
płótnach, deskach i wszystkim innym na czym tworzyli. Jedyna
różnica polega na tym, że kiedyś zamiast selfie nazywano to
autoportretem. Zasada tworzenia dokładnie taka sama jak teraz,
twarz, trochę tła, czasami jakiś przedmiot w kadrze, żeby niby
mimochodem pochwalić się jacy to znaczący są skoro to mają
(dzisiaj jakiś iphone, kiedyś ładne pióro, albo pędzel).
Oto lista trzech
autoportretów które już dawno skradły moje serce.
Parmigianino-
Autoportret w wypukłym zwierciadle (ok. 1524)
Na samym początku
wrażenie robi kształt obrazu, zamiast przeciętnego prostokąta
jest koło. W dodatku niewielkie, zaledwie nieco ponad 24 cm
średnicy. Pomysł zaczerpnięty z Zaślubin autorstwa van Eycka, co
świadczy, że pomimo młodego wieku, zaledwie 21 lat, był obyty ze
światem sztuki i wcześniejszych mistrzów. Świadom swojego
geniuszu, twierdził, że jest nowym wcieleniem Rafaela (Rafaela
znają wszyscy, tylko o tym nie wiedzą. Jeśli chcecie wiedzieć kim
był, to te urocze aniołki są właśnie jego: http://www.kartkireligijne.eu/kartki/1/750.jpg ).Vasari o tym obrazie
mówił, że jest tak piękny, iż „zdaje się być raczej aniołem
niż człowiekiem”. Kwestia gustu. Trzeba jednak przyznać, że
malarz nie poszedł na łatwiznę. Ręka- artyści w większości nie
lubili (bo nie umieli) tworzyć rąk. Jedna im jeszcze wychodziła,
ale gdy mieli malować dwie to dostawali białej gorączki.
Parmigianino swoją dłoń umieszcza na pierwszym planie, istnieją
dwie teorie po co to zrobił. Chciał pokazać, że jest genialny bo
umie namalować ładną dłoń, albo chciał pokazać, że to właśnie
ta dłoń stworzy piękne dzieła. Jest tu pewne przekłamanie,
ponieważ zakładając, że malował swoje własne odbicie to
widoczna dłoń jest lewa, a malarz był praworęczny, jednak ludzie
którym pokazywał ten obraz jako swoją wizytówkę nie byli aż tak
dociekliwi. Dzieło zdobi ściany Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu,
trzeba się go trochę naszukać (zamiast powiesić je obok Amora
napinającego łuk, w dużej sali to umieścili go gdzieś na
bocznych „uliczkach”), ale gdy już się go znajdzie to nie można
przejść obojętnie.
Albrecht Durer-
Autoportret jako Chrystus (ok. 1500)
Uderzenie w uczucia
religijnie zawsze wywołuje zamieszanie wokół osoby która to
zrobiła. Kościół w tamtym czasie borykał się ze sporymi
problemami, papieżem był Borgia, nie cieszący się uznaniem, wręcz
przeciwnie. . Durer niewiele miał z tym wspólnego, kościół był
już w wystarczającej rozsypce, gdy on przedstawił siebie jako
Chrystusa. Gdyby to dzieło powstało w dzisiejszych czasach,
istnieje spore prawdopodobieństwo, że wywołałoby ogromny skandal,
oburzenie, a autor zapewne byłby szykanowany za profanacji. W
czasach Durera część też uważała ten obraz za bluźnierczy,
inni natomiast uznawali go za niezwykle pobożny. Natomiast ani jedno
ani drugie nie było celem artysty. Ukazał siebie- artystę, na
podobieństwo twórcy świata (Salvator Mundi). Chrystus zbawił
świat swoją śmiercią, malarz chce zbawić sztukę swoimi
dziełami. W centralnej części obrazu widoczna jest ręka- aby
zamanifestować, że to właśnie ona stworzyła to i wiele innych
dzieł. Między palcami widoczne są pojedyncze włosy futra które
ma na sobie. W połączeniu z dłonią można to odczytywać jako „ta
ręka stworzyła coś tak genialnego, jak to włosie,
kto inny
umiałby je tak namalować?”
Rembrandt-
Autoportret
Jest jednym z tych
malarzy którzy siebie portretowali najczęściej. On sam był
jedynym modelem którego zawsze miał pod ręką, który nie chciał
zapłaty i który był w stanie pozować przez cały czas malowania.
W swojej późnej twórczości autoportrety służyły do
eksperymentowania za światłem, farbami i fakturą, te wcześniejsze
do ćwiczenia anatomii, wprawki w chwytaniu emocji. Zazwyczaj nie
niosły one ukrytych symboli, metafor ani nic podobnego. Były po
prostu malarskimi wprawkami. Mój ulubiony autoportret Rembrandta nie
jest nawet obrazem, a grafiką. Na początku napisałam, że selfie
nie jest współczesnym wynalazkiem. Selfie z dzióbkiem też nie.






czekam na kolejny post :)
OdpowiedzUsuń